2006.10.31 Reklama: Minister Finansów Ostrzega

Oglądanie reklam powoduje obniżenie reakcji organizmu na sugestie w kwestiach finansowych. Wzbudzane przez reklamy pragnienia prowadzą do utraty płynności finansowej, a nawet bankructwa.

Reklama towarzyszy nam od wieków. Już w starożytności każdy rzemieślnik wychwalał walory swoich wyrobów. Jednak dopiero rewolucja informatyczna nadmuchała balon reklamowy, a raczej już marketingowy, do monstrualnych rozmiarów.
Gdyby dzisiaj żył Don Kichot, to zamiast podjąć beznadziejną walkę z wiatrakami, wypowiedziałby ją sztabom marketingowym, zapewne ze skutkiem podobnym jak w literackim pierwowzorze.

Dlaczego reklama szkodzi?

Nie każda reklama jest szkodliwa. Potrzebujemy informacji - te o imprezach, wydarzeniach artystycznych, premierach filmowych powinny trafiać do potencjalnego odbiorcy. Nawet przerzucanie się argumentami w reklamach, że ten czy inny wyrób jest najlepszy na rynku, dla wielu irytujące, nielogiczne, a często wręcz nieprawdziwe, jest do przyjęcia o ile produkt odpowiada na zapotrzebowanie klientów. Gorzej zaczyna się dziać, gdy reklama zaczyna kształtować to zapotrzebowanie.
Nie oszukujmy się - zaspokajanie potrzeb konsumentów, to dzisiaj efekt uboczny, dominuje logika zysku. Producenci, a zwłaszcza koncerny uciekają już nawet od promowania produktu, ich uwaga koncentruje się na promowaniu samych siebie, czyli własnej marki. Pod jej szyldem koncern będzie sprzedawać cokolwiek zapragnie.
Na przykład piękna reklama: występują w niej ciężarne kobiety, radosne i szczęśliwe, wszelkich ras, w plenerze i w domowych pieleszach, taka sielanka przez 30 sekund, nic nie promują, dopiero na samym końcu… dowolnie, logo Nike, McDonalds czy Allianz lub PZU (wszystko uzależnione od budżetu reklamodawcy).
Sam fakt niebotycznych cen za bloki reklamowe, to strategia marketingowa, która dopuszcza do rynkowego tortu tylko najsilniejszych (czytaj najbogatszych). Dowodzi ona, że zupełnie nieistotny jest tutaj interes klienta.

Sprzedawca chce mi wcisnąć towar, dba o zysk swój, a nie mój. Prosta logika – a nie działa. Przywykliśmy do tego, że zestaw komputerowy po 18 miesiącach traci na wartości 80 proc. Zgadzamy się na to, że system operacyjny, nieproporcjonalnie drogi, trzeba wymieniać co dwa lata. Nie protestujemy, gdy sprzedawca prezentuje nam raty 10 x 0 proc., mimo że małym druczkiem pisze 28 proc. Za grube pieniądze kupujemy kolejny pakiet "darmowych minut" i tylko podświadomie czujemy, że coś jest nie tak.

Jak się bronić ?

Konsumentów można dzisiaj porównać do ludzi błąkających się w narkotycznych wizjach szczęścia. Kupują kolejny promowany produkt, na przykład - krem z wydzieliny ślimaka - jeden z hitów telezakupów TV Trwam, zaspokojenie szybko przemija i by zagłuszyć rozczarowanie, konsument nęcony, a może nękany, jest następnymi wizjami.

Uświadamiając sobie niebezpieczeństwo, automatycznie zaczynamy szukać obrońcy. Ale jak walczyć z korporacjami, które swoje działy marketingu faszerują ilością pieniędzy, której nie powstydziłby się budżet średnio rozwiniętego kraju? Istnieje oczywiście Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), ostatnio w sukurs mu przyszedł Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE), często nawet słychać o karach, jakie nakładane są na przedsiębiorstwa. Rzadziej słychać, aby te przedsiębiorstwa nałożone kary płaciły.

Mamy tylko jeden atut - świadomość. Zadaj sobie pytania: czy reklamowany produkt oferuje mi przyjaciel, czy ma na sercu mój interes, czy ofertę dostosował do moich możliwości finansowych? Zapewne odpowiedziałeś trzy razy NIE. Jakie płyną z tego wnioski? Bezkrytyczność, łatwowierność, ufność - to cechy, które powinieneś głęboko ukryć przekraczając próg salonu handlowego czy marketu.
Tak jak przez lata, nie ostrzegając przed konsekwencjami, koncerny tytoniowe wpędziły w nałóg miliony ludzi na całym świecie, tak dzisiaj bombardowani troską wspaniałych i pięknych sprzedawców, podpierani opiniami zachwyconych konsumentów, polegając na "ekspertyzach" fachowców narażamy się na podobne niebezpieczeństwo – krach finansowy.

Nadszedł już czas, żeby bloki reklamowe poprzedzano ostrzeżeniem:
Minister finansów ostrzega. Oglądanie reklam powoduje obniżenie reakcji organizmu na sugestie w kwestiach finansowych. Wzbudzane przez reklamy pragnienia prowadzą do utraty płynności finansowej, a nawet bankructwa.

Mam pomysł, może i utopijny, ale czemu nie spróbować. Wprowadźmy do podstawówek nowy przedmiot: Zasady Reklamy, chętniej dałbym nazwę Kulisy Reklamy, ale marketingowo lepiej brzmią Zasady. Niech uczniowie już najmłodszych klas dowiedzą się, kim są prywatnie zachwycone danonkami przedszkolaki, czy gumy orbit leczą ich zęby, czy tylko im nie szkodzą, co to znaczy że farba do włosów zawiera odżywkę z prowitaminą B5, witaminą C i E oraz filtrem UV. Skąd się biorą i kto płaci za darmowe minuty, dlaczego w KFC radosna para bierze Pocket Exotic i wychodzi nie płacąc…
Może wtedy nie będziemy podobni do Albańczyków, którzy masowo uciekali do Włoch, bo wyobrażenie o dostatku w tym kraju wyrobili sobie oglądając włoskie reklamy. Inwestujmy w świadomość.