2008.01.18 BPH. W takim razie... zapraszam do kasy

Od kilku dni ogromną popularność zdobywa w sieci nieautoryzowany klip reklamowy banku BPH. Jednocześnie trwa skazany na porażkę pościg działu prawnego banku za nowymi lokalizacjami w jakich pojawia się klip.

Wielu z nas pamięta reklamę banku, w której klient oświadcza, że nie powie, na co pożyczka, że nie ma w banku konta i niewiele zarabia, a zbierając się do wyjścia, słyszy zaskoczony: "W tej sytuacji zapraszam do kasy". Okazało się, że to nie jedyna wersja reklamy (klip usunięty), jaka została wtedy nakręcona. W nieautoryzowanym klipie ta sama miła aktorka mówi: "W takim razie…" i dodaje coś zgoła innego.

Właściwie to żal mi banku BPH, któremu po fuzji zostało 200 placówek, pozostałe 285 przejął bank Pekao. I rozumiem energiczne działania rzecznika prasowego, który wystosował oficjalne oświadczenie:
"W związku z pojawieniem się nieautoryzowanej i szkodliwej dla Banku, pirackiej kopii reklamy „Pożyczka od ręki”, Bank BPH oświadcza, że wersja ta powstała bez akceptacji Banku. Zawarte w niej treści są sprzeczne z obowiązującymi w Banku zasadami i standardami komunikacji z Klientami. Z chwilą dowiedzenia się o istnieniu takiej kopii, Bank BPH podjął wszelkie działania w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji oraz ustalenia osób odpowiedzialnych za stworzenie i dystrybucję tej „reklamy”. Bank wyraża ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji.

Interesuje mnie coś innego. Jak daleko sięga tolerancja konsumentów karmionych spotami reklamowymi, z których wynika, że wszystko co związane jest z oferowanymi produktami, jest proste, łatwe i przyjemne. Wystarczy kupić produkt i ból mija, stan konta rośnie, darmowe minuty się mnożą, a kuchnia lśni. Przypominacie sobie reklamę CIF? Kuchenka gazowa, a na niej okropna rdza - psik, psik, jedno przetarcie szmatką, delikatnie, żeby nie porysować kuchenki… i kuchenka aż oślepia blaskiem. To samo w łazience z prysznicem i w ubikacji z sedesem.

Czy klienci mają prawo się sprzeciwić?

A co by się stało, gdyby kilku zdolnych internautów nakręciło klip, w którym użyliby oryginalnego markowego wybielacza, traktując nim oryginalną, równie zardzewiałą kuchenkę gazową - psik, psik, szmatka i… nic, no to mocniej - rdza nie znika… Pozostawiam fabułę wyobraźni twórców takiego klipu, podejrzewam jednak, że w końcowym akcie markowy wybielacz wraz z kuchenką lądowałyby za oknem… co najmniej tak samo jak lodówka w reklamie Żabki.

Gdzie leży prawdziwa przyczyna?

Zapewne producent wybielacza byłby równie oburzony takim potraktowaniem jak dzisiaj bank BPH, który doprowadził do usunięcia klipu nie tylko z najpopularniejszego serwisu YouTube, ale także z wielu innych serwisów, takich jak np. Metacafe.com czy Joemonster.org. Jednak taki pościg w epoce internetu, czego zdają się nie rozumieć przedstawiciele banku, jest skazany z góry na porażkę. Spot jest dostępny w kolejnych lokalizacjach, już nie tylko w serwisach z klipami, internauci mogą go ściągnąć z sieci p2p na własny dysk w formacie FLV i odtwarzać do woli.

Bank tłumaczy: "Zawarte w niej treści są sprzeczne z obowiązującymi w Banku zasadami i standardami komunikacji z Klientami", a przecież nie to jest źródłem kłopotów. Nikt rozsądnie myślący nie wyciągnie wniosku, że bank w ten sposób szkoli kadrę. Bezpośrednią przyczyną powstania takiej krzywdzącej bank wersji, była… wersja oryginalna, w której bank usiłował wmówić konsumentom, że udziela pożyczki nieznanym klientom, bez zdolności kredytowej i na nieokreślony cel. To właśnie mówi zmęczona aktorka: mam dosyć, ta reklama jest zupełnie pozbawiona sensu i oderwana od rzeczywistości, bo tak naprawdę to należałoby takiemu klientowi powiedzieć… do widzenia.